I widziałem miasto święte, Nowe Jeruzalem,
zstępujące z nieba od Boga, przygotowane
jak przyozdobiona oblubienica dla męża swego. Obj 21,2

 

15 września o 9.30 , w sali parafialnej, miało miejsce Śniadanie dla Kobiet. Śniadanie rozpoczęło się wspólnym śpiewem przy akompaniamencie gitary. Po modlitwie był czas na rozmowy i częstowanie się pysznościami, które przygotowały uczestniczki spotkania (było co degustować: sałatki, pasztety, kanapki i ciasta). Kobiety wysłuchały pieśni Roberta Kasprowicza pt.: „ Nie bój się”. Następnie był czas na podzielenie się przemyśleniami i przeżyciami.

Ciekawa była myśl jednej z uczestniczek, która mówiła o tym, że niedawno zrozumiała dlaczego Bóg Starego Testamentu jest tak inny, od Boga Nowego Testamentu -„ dlatego, że cały Boży gniew wylał się na Jezusa na krzyżu”. Potem był czas zarówno na dziękowanie Bogu, jak i na prośby modlitewne. Na zakończenie rozlosowano pomiędzy uczestniczkami upominki, co wywołało oczywiście wiele radości. Na prośbę jednej z Pań, zaśpiewano pieśń:  „Za rękę weź mnie Panie”. Pieśń ta, była dla tej uczestniczki szczególnie cenna, gdyż śpiewała ją często podczas swojego pobytu w Domu Sierot w Dzięgielowie, w trakcie przedłużającej się choroby swojej mamy. Przy okazji odkryłyśmy historię tej pieśni, którą przytaczamy poniżej.

Pieśń niosąca głęboką treść

Julia Hausmann (1825 – 1901) urodziła się w Rydze, na Łotwie. Ojciec jej był nauczycielem gimnazjalnym i wychowywał swoje dzieci w wierze chrześcijańskiej. Spośród sześciorga dzieci, Julia była najsłabsza i już od wczesnych lat cierpiała na silna migrenę. Gdy w nocy spać nie mogła, zatapiała się w modlitwie do Zbawiciela swego i układała pieśni. Do roku 1862 ułożyła ich w swym cierpieniu ponad 100. Im bardziej choroba przybierała na sile, tym mocniej ufała Panu i dawała temu wyraz właśnie w swoich pieśniach.

Z zawodu była wychowawczynią i  pracowała na dworach arystokratów w krajach bałtyckich i w Rosji. Resztę swego życia spędziła w Piotrogradzie (obecny Petersburg), gdzie mieszkało wtedy, na przełomie stulecia, wielu Niemców. 

Julia Hausmann była narzeczoną młodego misjonarza, który odjechał na pole misyjne. Po długiej rozłące ze swym ukochanym udała się sama w daleką podróż do świata pogańskiego. Oboje umówili się, że ich ślub odbędzie się na stacji misyjnej. Po długiej i uciążliwej podróży Julia dotarła do owej stacji, tam zaś dowiedziała się, że jej narzeczony na krótko przed jej przyjazdem zmarł. Tak oto Julia Hausmann stanęła nad świeżą mogiłą swego niedoszłego męża, z  którym miała pracować razem w winnicy Pańskiej. Pan nie popełnił błędu – przecież chodziło o pracę dla Niego. Opuszczona dziewczyna nie wyraziła żalu w stylu: „Nie mogę już dalej żyć”, jak z pewnością uczyniłyby inne kobiety w  podobnych okolicznościach. Julia uchwyciła się swego Zbawiciela i Przyjaciela, Jezusa Chrystusa, i  ułożyła pieśń chętnie śpiewaną po dzień dzisiejszy:

Za rękę weź mię, Panie, i prowadź Sam,
Aż dusza moja stanie u niebios bram.
Bez Ciebie ani kroku nie zrobię, nie!
Stań Ty u mego boku i prowadź mnie! (Ś.P. 368)

W pieśni tej wyrażony jest jej ból, depresja, równocześnie jednak pokazane jest jej zaufanie do Bożych dróg oparte na słowach Psalmu 73,23-24 „Tyś ujął prawą rękę moją, poprowadzisz mnie według rady Swojej”.

Podczas odbywanej kuracji w sanatorium Wósso, w Estonii, Pan odwołał ją nagle dnia 3 września 1901 roku do niebiańskiej ojczyzny, tak jak w tej pieśni napisała: “Aż dusza moja stanie u niebios bram!”

Artykuł na podstawie książki “Jak powstawały pieśni ze ‘Śpiewnika Pielgrzyma’” pod redakcją Andrzeja Byrta

Tekst: Joanna Wójcik